Przejdź do głównej zawartości

Dwunastka (1)


5.02.2018

 

- Tu, do mnie podaj! – zawołała Patrycja. Po przejęciu od Beaty czapki Marcina rzuciła ją do Zosi, a ta do niczego niespodziewającej się Moniki. Dziewczyna, zaatakowana czapką, instynktownie odskoczyła, przez co nakrycie głowy wylądowało w kałuży z roztopionego śniegu.

- Ja pier, kur, dobrze się bawiłaś? – Marcin, czerwony ze złości, kierował do Zosi wyciągnięty palec.

- Myślałam, że Monika ją złapie… - próbowała się bronić.

- Nie chciała brać w tym udziału, to twoja wina! No kur, czapka z najacza w błocie.

- Upiorę ci ją i przyniosę na następne zajęcia… - Zosia uznała, że ta propozycja jest konieczna, choć już wstydziła się na myśl o nieuniknionych pytaniach rodziców, dlaczego przyniosła do prania czapkę chłopaka z zajęć teatralnych.

- Wypchaj się. Ty i twoje motylki. Wypchajcie się – syknął do dziewczyny z wyrazem obrzydzenia na twarzy. – Co za gówno – mruknął odwracając się od Zosi, którą zaczęły szczypać oczy, a wstyd zakłócił instynkt samozachowawczy.

- Przepraszam, Marcin. To tylko czapka…

- Wsadź sobie te przeprosiny głęboko. I nie, to nie jest tylko czapka – wciąż kierował grożący palec wskazujący w stronę Zosi.

Spod neonowożółtej czapki dziewczyny wystawały warkocze związane zielonymi gumkami z własnoręcznie przyszytymi do nich motylami. Miała wrażenie, że palcem wytyka ją nie tylko Marcin, ale cały świat. Dziewczyny właśnie wchodziły do budynku, po tym, jak drzwi przekroczył spóźniony nauczyciel. Za nim szło jeszcze kilkoro uczestników zajęć, więc pewnie standardowo, jak to zimą bywa, spóźnił się tramwaj, którym jechali właśnie przybyli. Zosia próbowała oddychać, ale było to coraz trudniejsze. Zadania nie ułatwiało mroźne powietrze.

W słowach Marcina było tyle jadu. Jej głowa uzupełniała sobie to, co zatrzymał dla siebie: „jesteś nienormalna”, „jesteś dziwadłem”, „jesteś…”.

Nie poszła na zajęcia teatralne. Ani tego dnia, ani nigdy więcej. Nie byłaby w stanie znieść ani rozgrzewki dykcyjnej, ani ćwiczeń z recytacji, ani grania emocji w towarzystwie Marcina. Palił ją wstyd i zażenowanie. Mogła nie łapać tej czapki, mogła się odsunąć, tak jak Monika, mogła się nie wygłupiać z pozostałymi dziewczynami, mogła rzucić czapkę na prawie suche schody, a nie do Moniki. Mogła… Mogło jej tu nie być. Stwierdziła, że ma godzinę do odjazdu tramwaju, którym zazwyczaj wraca do domu. Nie chciała jechać przez czasem, wywołując pytania w domu.

Łódź zimą jest paskudna. W witrynach sklepowych odbijają się szare fronty rosnących naprzeciwko kamienic, a w kałużach – szare niebo. Zosia szła powoli Narutowicza, trasą swojego tramwaju, z głową wbitą w chodnik, spodziewając się, że za jakieś 25 minut, pewnie na Zielonej, albo nawet na Gdańskiej, wsiądzie do dwunastki. Nie rozglądała się na boki, wstydziła się tego, co wydarzyło się przed ŁDK-iem i miała wrażenie, że wszyscy wiedzą, że zasługuje na potępienie. Przechodząc przez jezdnię spojrzała na przeszklone drzwi piekarni, w których intensywnie i zupełnie niełódzko spotęgowały się jej zaczerwieniona twarz i żółta czapka. Zdjęła czapkę, zarzuciła kaptur, a warkocze z dyndającymi na nich motylami schowała pod fioletowy szalik.

- Błagam, nie patrzcie na mnie – myślała, przekonana, że wracający po pracy do domów łodzianie o niczym innym nie marzą, jak o przyglądaniu się kolorowemu strojowi zapłakanej licealistki.

Wsiadła do tramwaju. Tuż za motorniczym, najciaśniejsze miejsce w całej osiemsetpiątce, było wolne. Usiadła szybko i chciała zapaść się w tę zimną plastikową formę siedziska. Przez chwilę obok niej stała szczupła kobieta w puchowym czarnym płaszczu – widziała ją od pasa w dół, ale zaraz przeszła dalej, może z tyłu zwolniło się miejsce. Za dworcem Kaliskim zrobiło się luźniej i wtedy go usłyszała. Rozmówca albo był bardzo cichy, albo siedział po drugiej stronie telefonu. Przesunęła się tak, żeby jeszcze bardziej schować się za oparciem tramwajowego krzesła.

- Ona się pewnie uważa się za atrakcyjną, a jest paszczurem, paskudną kujonką w kwiecistej bluzie i żółtej czapce – tu nastąpiła przerwa, pewnie rozmówca coś odpowiedział. – To jakiś koszmar, dzisiaj wszystko jest nie tak. Rano ojciec…

Tramwajowe dzwoneczki, natarczywie przeganiające jakiś zbyt blisko stojący samochód, zagłuszyły na chwilę Marcina.

- …a później to jako wisienka na torcie. A dzień się jeszcze nie skończył.

Wysiadła, gdy tylko tramwaj się zatrzymał, nie zwracając uwagi, że ma jeszcze dwa przystanki do przejechania. Przeszła je, gryząc do krwi wargę, próbując nie rozpłakać się za bardzo. Przed wejściem do bloku poczekała, słysząc szczekanie schodzącego z góry psa z sąsiadką. Bała się psów.

- Cześć mamo, cześć Jaga – jak najbardziej radosnym, czyli zwykłym dla siebie tonem powitała domowników. Mama odpowiedziała z kuchni, starszej siostry nie widziała, pewnie siedziała w swoim pokoju. Tata pochrapywał w małym salonie, odsypiając po pracy. Był kierowcą autobusu i pracował w niezbyt standardowych godzinach.

- Jak w szkole? jak na zajęciach z teatru? – to pytania mamy dobiegły do niej, kiedy w łazience próbowała doprowadzić się do porządku.

- W szkole ok, na teatrze nudno.

- Nudno? – w głosie mamy zabrzmiało niedowierzanie.

- No tak. Zastanowię się jeszcze, ale pewnie zrezygnuję z tych zajęć. Zabierają mi sporo czasu i nie przydają się w szkole. Może powinnam spróbować czegoś poważniejszego?

Mama uśmiechnęła się pod nosem. Co to za zmiana?

- Poważniejszego? – wydawało jej się, że Zosia traktuje teatr poważniej niż szkołę. – Do niczego nie namawiam, dopóki w szkole masz dobre oceny. Średnia 4 na semestr w pierwszej klasie liceum to spore osiągnięcie, pamiętasz, że Jagnie się to nie udało.

Zosia złapała dwa naleśniki i poszła do swojego pokoju, który był tak naprawdę częścią salonu, podzielonego na dwie części, dzięki czemu udało się wygospodarować przestrzeń dla dziewczyny. Od momentu rozpoczęcia liceum przez Jagę dostały od rodziców luksus własnych pokojów, choć Zosia miała mniejsze możliwości izolowania się od dźwięków telewizora, dochodzącego z miejsca, w którym spali rodzice.

Wzięła się za odrabianie lekcji. Chciała zająć czymś głowę. Zaczęła nawet pisać wypracowanie na angielski, choć do oddania było dopiero w czwartek. Nie mogła jednak pozbyć się z głowy obrzydzenia w głosie Marcina: „jest paszczurem, jest kujonką”. Wtedy przyszedł SMS od Moniki.

- Gdzie zniknęłaś, że nie dotarłaś na teatr?

- Musiałam szybko wracać do domu.

- ?

- No co? Zdarza się. Siostra zapomniała kluczy do domu i czekała przed drzwiami.

- Ale będziesz jutro w szkole? Mam nowiny.

Ostatecznie przemilczała pytanie, choć odruchowo miała napisać, że będzie. Skoro już zaświtała jej w głowie myśl, żeby nie iść… Kujonce też czasem należą się wagary, prawda?

 

- Zośka, wstawaaaj, masz wolną łazienkę – dotarło do niej wołanie Jagi. Mama, już ubrana w koszulę i spódnicę do pracy, krzątała się w kuchni, słychać było szczęk odkładanych do zlewu naczyń.

- Paszczur nie idzie dzisiaj do szkoły – pomyślała.

Do jej pokoju wpadła mama.

- Już późno, co się dzieje?

- Nie idę do szkoły.

- Źle się czujesz?

- Mam chandrę.

- Masz dzisiaj jakiś sprawdzian?

- Nie.

- Ok, nie idź – mama, jakby nigdy nic, zaakceptowała decyzję Zosi.

- Nie robisz mi awantury, nie namawiasz, nie grozisz?

- Nie. Po prostu nie idź. Obiecaj tylko, że pójdziesz jutro.

- Tak.

Zosia pomyślała, że chyba źle wygląda, skoro mama tak od razu się zgodziła. Inna sprawa, że to pierwsza taka sytuacja, dziewczyna nigdy nie prosiła o wolne. Zdarzało się to Jagnie, co uzasadniała tym, że w dni, w które nie ma matematyki i biologii, w szkole tylko traci czas, potrzebny przed maturą.

Po 20 minutach w domu zrobiło się cicho. Tata wyszedł do pracy na długo przed świtem. Zosia leżała w łóżku, patrząc w sufit. Po jej policzkach, tonąc we włosach lub wpadając do uszu, płynęły powoli łzy.

 

- Pożyczysz mi na jutro czarną bluzę? Tę wciąganą?

- Yyy… ktoś umarł? – Jaga podniosła oczy znad książki i wepchnęła sobie do ust łyżkę makaronu z sosem.

- Nie, po prostu chcę iść w czarnej bluzie.

- Weź sobie, jeśli wyschła – Jaga patrzyła na siostrę dziwnie kilka chwil, po czym wzruszyła ramionami i wróciła do czytania. W Ferdydurke miała włożoną inną książkę. Nie wyrosła z paranormal romance, ale mama nie musiała o tym wiedzieć.

- Nie potrzebujesz pomocy przy wyrównaniu tej grzywki? – rzuciła na odchodne do wychodzącej z pokoju siostry. – Chyba krzywo ją obcięłaś.

Zosia specjalnie rano wstawiła pranie, żeby bluza Jagi zdążyła wyschnąć. Później nożyczkami do papieru, bo innych nie znalazła, zrobiła sobie grzywkę, która miała zasłaniać chociaż część tej paszczurowatej twarzy. Przejrzała też swoją szafę, żeby stwierdzić, co nadaje się do chodzenia. Niewiele tego było. Większość ubrań była wzorzysta i kolorowa, ale dzisiaj po szkole kupi barwnik w drogerii i coś zafarbuje. Może jeszcze zahaczy o ciucholand, żeby kupić coś, co jest ciemne, luźne i zupełnie zwyczajne. Może paszczurowi będzie łatwiej, gdy przestanie rzucać się w oczy.



- Dam radę – myśli Zosia, poprawiając zasłaniającą czoło grzywkę.

- Jesteś kujonką – myśli paszczur patrząc na nią znad szczoteczek do zębów.

W dżinsach i czarnej bluzie siostry, z włosami ciasno związanymi nad karkiem, zamiast warkoczy, które były jej znakiem rozpoznawczym, wyglądała dość…

- Umówili się w klasie na jakąś czarną środę czy coś w tym stylu? – tata naprawdę nie powinien mówić z pełnymi ustami.

- Ja myślę, że się zakochała. Wczoraj była zdecydowanie rozbita. – Zosia cieszyła się, że stojąc w łazience może chociaż udawać, że nie słyszy rodziców. Liczyła, że nic nie zauważą, bo przecież nic się nie zmieniło. Jeśli jednak mama sądzi, że przestanie ubierać się na kolorowo, bo się nieszczęśliwie zakochała, to nawet lepiej. Uniknie komentarzy.

- Ładnie ci w tej grzywce, córcia – powiedziała mama, poruszając znacząco brwiami. Miało to chyba stanowić potwierdzenie jej teorii obejmującej chęć zmiany wyglądu dla jakiegoś chłopaka. Tak było lepiej.

Zosia wzięła z kuchni kanapki do szkoły i wyszła wcześniej niż zwykle. Zaraz za rogiem zdjęła czapkę i wcisnęła na głowę kaptur. Koniec neonowej Zosi. Dojechała tramwajem tylko do estakady, nie chciała jechać dwunastką, a tylko ten tramwaj jechał bezpośrednio w okolice liceum.

- Jesteś wreszcie! – Monika była podekscytowana, czekała w szatni. – Dlaczego nic mi nie odpisałaś?

W tym momencie zawibrował telefon koleżanki i jej policzki zaczerwieniły się, kiedy odczytała wiadomość.

- Wyobraź sobie, że Karol poprosił mnie o chodzenie. Boże, nie mogę się przyzwyczaić, że mam chłopaka. Całowaliśmy się w poniedziałek po zajęciach – dodała konspiracyjnie.

- Spokojnie, to dopiero drugi dzień, oddychaj, zdejmij kurtkę i chodź na górę.

Monika wachlowała się zeszytem, wzdychając z emfazą. Po chwili zmrużyła oczy, mierząc Zosię.

- Ktoś umarł? Dlatego nie poszłaś na teatr i wczoraj do szkoły?

- Nie poszłam, bo rezygnuję z teatru.

- Żartujesz!?

- Nie, po prostu straciłam do tego serce.

- A ta grzywka to jakiś manifest?

- Przypaliłam sobie wczoraj włosy, nachylając się nad kuchenką. Wypadki się zdarzają – mruknęła Zosia, ale koleżanka najwyraźniej jej nie słuchała.

- Jestem taka podekscytowana. O Boże, znowu do mnie napisał. Mówił mi wczoraj, że od dawna chciał się ze mną umówić. Nie wierzę, najprzystojniejszy facet z zajęć, maturzysta. Dzisiaj po południu też się spotykamy. Jak to dobrze, że będę miała z kim spędzić walentynki.

- Cieszę się z tobą.

Nie mogło być gorzej. Chociaż, z drugiej strony, skoro Monika ma teraz swoje sprawy, to ona, Zosia, będzie miała więcej czasu na naukę. Początek nowego semestru skłaniał do tego, żeby sobie wszystko porządnie zaplanować. Zero spontaniczności. Nauka i cel. Zero rozpraszaczy dla paszczura i kujonki. Zero kolorowych motylków. Dobrze, że Marcin chodził do innego liceum.


Część druga - tu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Struga

Z początkiem grudnia poczułam bezpieczeństwo zalążka rutyny, która wkradła się w moje małe życie. Z migawki miałam zacząć korzystać dopiero w przyszłym roku akademickim, na razie trenowałam najkrótszą trasę między dworcem a uczelnią. Jeśli się pospieszyłam, na miejscu byłam szybciej niż jadący według planu tramwaj. W godzinach szczytu to nie było jednak żadne osiągnięcie. Do śmierdzącego moczem przejścia podziemnego, dalej koło żyletkowca do Sienkiewicza, szybki skręt w ciemną Moniuszki, opary unoszące się z Irish Pubu, mdlące i duszne, ten sam niepełnosprawny żul czuwający przy niskim, zarzyganym parapecie. Zaczęłam rozpoznawać detale miejsc – codziennie te same łódzkie szarości, tym mniej nasycone, im wcześniejsza była godzina. Przez większość tygodnia właśnie była wczesna. Nauczyłam się, gdzie robić skrót między Piotrkowską a Kościuszki, a później dobiec do Andrzeja. Nie, wybiegam zbyt naprzód. Wtedy jeszcze mówiłam Struga. To odróżniało mnie ostrymi liniami od miejscowych. To b...

Dwunastka (2)

To jest druga część opowieści o Zosi i Filipie. Poprzednie znajdziesz tu .    - Zosiu, zostaniesz po zajęciach? Był początek czerwca. Geografica, pani Górna, właśnie skończyła odpytywać osoby, które poprawiały oceny na koniec roku. Zosia nie miała nic do poprawienia. Kiedy wywołała jej imię, miała wrażenie, że czuje na sobie zdegustowane spojrzenia reszty klasy. Poprawiła grzywkę, nasuwając ją na oczy. Kiwnęła głową do nauczycielki, bez odzywania się. Monika w tym czasie chowała głowę za opartą o brzeg ławki książką, w której ukrywała telefon. Pewnie pisała do Karola. Na szczęście od kilku tygodni przestała dzielić się ze wszystkimi szczegółami ich związku. Zosia pomyślała, że to pewnie przez to, że zrobiło się między nimi zbyt intymnie. Zadzwonił dzwonek na długą przerwę, wszyscy zaczęli wychodzić na korytarz, ale do klasy weszło troje uczniów z innych klas, których Zosia nie znała. Dwie dziewczyny, rudowłose bliźniaczki, i chłopak. Nauczycielka zaprosiła ich ręką, a Zosi...

Dwunastka. Nowela

Zapraszam Was serdecznie do lektury opowieści pt. Dwunastka , której główna bohaterka - licealistka Zosia ma problemy z niską samooceną. Wrażliwa dziewczyna poznaje pewnego siebie chłopaka, z którym zaczynają ją łączyć wspólne cele. Akcja noweli dzieje się w Łodzi. Dla wygody publikacji podzieliłam tekst na mniejsze fragmenty Dwunastka cz. 1 Dwunastka cz. 2  Dwunastka cz. 3 Dwunastka cz. 4 Dwunastka cz. 5 Dwunastka cz. 6 Zapraszam też, jeśli ktoś tak woli, na mój profil na wattpadzie https://www.wattpad.com/user/joannasiemiradzka