Był początek czerwca. Geografica, pani Górna, właśnie skończyła odpytywać osoby, które poprawiały oceny na koniec roku. Zosia nie miała nic do poprawienia. Kiedy wywołała jej imię, miała wrażenie, że czuje na sobie zdegustowane spojrzenia reszty klasy. Poprawiła grzywkę, nasuwając ją na oczy. Kiwnęła głową do nauczycielki, bez odzywania się. Monika w tym czasie chowała głowę za opartą o brzeg ławki książką, w której ukrywała telefon. Pewnie pisała do Karola. Na szczęście od kilku tygodni przestała dzielić się ze wszystkimi szczegółami ich związku. Zosia pomyślała, że to pewnie przez to, że zrobiło się między nimi zbyt intymnie.
Zadzwonił dzwonek na długą przerwę, wszyscy zaczęli wychodzić na korytarz, ale do klasy weszło troje uczniów z innych klas, których Zosia nie znała. Dwie dziewczyny, rudowłose bliźniaczki, i chłopak. Nauczycielka zaprosiła ich ręką, a Zosia została z tyłu, oparta o swoją ławkę. Mogła poczekać, żeby dowiedzieć się, czego geografica od niej chciała. Nauczyła się przepuszczać innych i nie rzucać się w oczy. Tamci pewnie chcą się umówić na poprawki.
Nauczycielka wyjęła z biurka jakieś papiery, z tuby wyciągnęła mapy. Rozejrzała się po sali, trafiając wzrokiem na Zosię.
- Też podejdź. Zosia jest z pierwszej klasy – zwróciła się do pozostałych. – Zatem plan jest taki. Jest was czworo, a zespoły mogą być dwu- lub trzyosobowe. Na wykonanie zadań macie całe lato, a do końca września jest termin wysłania prac konkursowych. Dobrze byłoby, gdybyście do końca sierpnia przesłali mi gotowy tekst i opracowane mapy, żeby był czas na poprawki. Dotyczy to także ciebie, Filip – zwróciła na chłopaka pomalowany na czerwono paznokieć, na co on uśmiechnął się pod nosem, poprawiając okulary. - Macie dwa tematy do wyboru: wpływ ukształtowania terenu na zagospodarowanie przestrzenne oraz projekt wycieczki geobotanicznej.
- Z noclegiem? – rzucił Filip, na co bliźniaczki zachichotały.
- Filip! Mam nadzieję, że wy tym roku uda ci się ruszyć tyłek wcześniej i nie wysyłać pracy na ostatnią chwilę!
- Ależ pani profesor, jestem oburzony, przecież nasza ubiegłoroczna praca zebrała 90 procent punktów – Filip posłał jej uśmiech, który nauczycielka zignorowała.
- To jak Zosiu, piszesz się na te zawody?
- A… czy można podejść samodzielnie, czy tylko jako zespół? – starała się mówić cicho, bo była onieśmielona dość intensywnym zachowaniem chłopaka.
Nauczycielka zwróciła się do niej, wzdychając, jakby mówiła do małego dziecka, przez co Zosia chciała schować się jeszcze bardziej za zasłoną z grzywki.
- Jeśli nie chcesz brać udziału, to powiedz. Mam trójkę do zespołu badawczego. Jeśli się zdecydujesz, będziesz w zespole z Filipem, a Michalina i Martyna w drugim. Rywalizacja dobrze wam zrobi.
- No nie jestem pewien, czy dobrze zrobi dziewczynom… - stwierdził, uśmiechając się szeroko do bliźniaczek. Jedna z nich posłała mu lepkie spojrzenie. Najwyraźniej miała ochotę być w zespole z Filipem. Pewnie nie tylko na geografii.
- Filip! Ogarnij się, człowieku i skoncentruj!
- Już, pani profesor, daję przykład. Filip jestem – wyciągnął rękę do Zosi.
Zosia podała mu swoją, drżąc ze stresu. Współpraca z chłopakiem, ba! współpraca z kimkolwiek, nie była szczytem jej marzeń, ale nie wyobrażała sobie zrezygnować, skoro nauczycielka ją wybrała.
- Zatem postanowione. Zosia z pewnością dopilnuje rzetelności i terminów, a ty, Filip, nie będziesz rozpraszał... – zrobiła nieokreślony ruch ręką w stronę bliźniaczek.
Do końca roku szkolnego chcę od Was dostać informację, jaki temat wybieracie i jakie są wasze pomysły na jego realizację. Tu macie do dyspozycji mapy i wytyczne dotyczące realizacji tematów. Odbierzcie je po lekcjach, żebyście nie biegali z tym po szkole.
- Mała, poczekaj! Zosiu!
Dziewczyna właśnie wychodziła ze szkoły z tubą z mapami pod pachą. Filip do niej dobiegł i złapał ją od tyłu za ramiona. Zosia się wzdrygnęła. Nie szukała kontaktu z ludźmi. W końcu była dla nich tylko…
- Zobaczyłem przez okno, że wychodzisz, a przecież nawet nie mam do ciebie numeru. Dokąd uciekasz z tymi mapami?
- Przejrzę materiały, napiszę konspekty, wybierzesz temat i zacznę planować pracę.
- Moment – Filip dopiero teraz odzyskał równy oddech. – Wchodzimy w to razem, to znaczy, że robimy pracę razem od początku do końca. Daj mi chwilę, odprowadzę cię i pogadamy, OK? – Filip odwrócił się na pięcie i wbiegł z powrotem do szkoły.
Paszczurów się nie odprowadza. Paszczury idą same.
- Zosia, miałaś czekać – Filip znów ją dogonił, tym razem z plecakiem na plecach. – Urwałem się z przedsiębiorczości, zgłoszę Górnej, to mnie usprawiedliwi. Daj te mapy. Daleko mieszkasz?
- Moglibyśmy pogadać jutro. Chyba że nie chcesz gadać ze mną w szkole, to podaj mi tylko swój adres e-mail, prześlę ci za jakieś dwa dni to, co wymyślę.
- Dwa dni? Trochę mało, żebym coś naskrobał.
- Nie musisz nic pisać. Ja przygotuję konspekt, już mówiłam, ty tylko wybierzesz, co wolisz.
- A ta znowu swoje. To dokąd idziemy?
- Prosto. Mieszkam na Retkini.
- O, to mamy czas. – Filip uśmiechnął się, wziął od niej tubę z mapami i przerzucił pasek przez ramię – dla niego nie był za długi – i zaczął iść prosto ulicą Kopernika.
Zosia wbiła ręce do kieszeni bluzy i starała się za nim nadążyć. Wyglądała przy nim pewnie jak obrażona młodsza siostra i trochę też tak się czuła. Filip najwyraźniej nie ufał jej kompetencjom, a ją to zirytowało.
Przez kilka przecznic szli w milczeniu. Po jakimś czasie Zosi udało się wyrównać swój krok do jego długich nóg. Albo to on zwolnił, gdy się zorientował, że dziewczyna podskakuje za nim jak pięciolatka.
- Tak ogólnie to powiem ci tak. Ten temat z ukształtowaniem terenu jest lekki i łatwy, praktycznie do zrobienia tylko z mapą geologiczną – puknął w tubę od Górnej – i Googlem, ale my nie chcemy łatwych rozwiązań. To temat dla osób, które lubią utarte ścieżki i proste wnioski. Do komisji spływa mnóstwo prac i w tym zagadnieniu nic nie odkryjemy. Czysta wczesnostudencka rutyna. Dane z mapy, dokumentacja fotograficzna terenu i oczywiste wnioski.
- Dlaczego mielibyśmy sobie lepiej poradzić startując z tym planem wycieczki geobotanicznej? Nie mamy blisko siebie ani parku narodowego, ani gór, jaskiń czy czego tam jeszcze. A trudno byłoby robić badania terenowe daleko od Łodzi.
- I właśnie dlatego mamy trudniej, ale też łatwiej. Możemy zaskoczyć komisję czymś, czego jeszcze nie znają. Okolice Łodzi nie są zbyt często podawane w przewodnikach jako cel wycieczek, prawda? Komisja będzie miała wysokie oczekiwania wobec osób, które zajmą się Górami Świętokrzyskimi, ale żadnych wobec łodziaków. A my ich zaskoczymy.
- Chciałabym to zobaczyć – prychnęła. Jednak po chwili dodała – Podoba mi się, że nie idziesz na łatwiznę.
- Ja, droga Zofio – znacząco uniósł brwi i nachylił się w jej stronę - nigdy nie wybieram łatwej drogi.
A Zosia, nie wiedzieć czemu, pomyślała, że Filip miał na myśli Martynę czy Michalinę, bliźniaczkę, która robiła do niego maślane oczy.
Zaraz za estakadą Zosia się zatrzymała.
- Daj mi mapy. Dalej pójdę sama. Albo złapię tramwaj.
- Dlaczego zatem nie wsiadłaś przed szkołą? Myślałem, że lubisz chodzić, albo nie znosisz transportu publicznego.
- Nie lubię jeździć dwunastką – powiedziała cicho i poprawiła grzywkę.
Uniósł prawą brew. Zosi przemknęło przez myśl, że Filip ma dość bogatą mimikę twarzy. Puknęła się w myślach w czoło. Za dużo analizowała. To pewnie przez to, że pierwszy raz w życiu szła tak długi kawałek drogi sama z chłopakiem, który nie był jej kuzynem. Wariactwo, paszczurze, wariactwo – pomyślała.
- Dobra, to weź mapy, ale daj mi swój numer. Wyślę Ci esemesem mój adres e-mail.
Podyktowała mu cyfry i zanim zdążył unieść głowę znad telefonu, wzięła od niego tubę i pobiegła w stronę nadjeżdżającej w stronę przystanku dziesiątki. Usłyszała jeszcze, jak Filip woła:
- Do zobaczenia jutro!
I pomyślała, że to było bardzo miłe z jego strony.
Esemes od Filipa odczytała dopiero w domu.
„Widzimy się jutro. Znajdę Cię w szkole. Mój e-mail filip.wieczorek@mail.com”
Znajdę cię w szkole. Znajdę Cię w szkole. Znajdę Cię w szkole. Przez chwilę pomyślała, że nie jest paszczurem, że ktoś, że Filip, chce z nią rozmawiać. Później przypomniała sobie, że dla niego jest tylko tą Zosią z geografii, z którą ma pisać pracę na konkurs.
Do późnego wieczora szukała w internecie pomysłów na tę wycieczkę. Las Łagiewnicki? Stawy Jana? Coś nieoczywistego, czyli co?
7.45
Filip: O której zaczynasz lekcje? Jesteś już w szkole?
7.50
Filip: Napisz mi chociaż, do której klasy chodzisz. Co mi po planie całej szkoły, jak nic o Tobie nie wiem.
Zosia spojrzała na telefon. No tak, geografia. Trzeba się wziąć do działania. Filip wszedł jej na ambicję, upierając się nad tematem, który wymaga większego zakresu pracy terenowej. Pewnie gdyby wybierała sama, zdecydowałaby się na bezpieczny temat. Ten o zagospodarowaniu terenu.
7.55
Zosia: IC, mamy odwołaną pierwszą lekcję.
Wiedziała, że wczoraj na szóstej lekcyjnej Filip miał przedsiębiorczość. To wystarczyło, żeby go zlokalizować na tablicy z planem – II A. Po długiej przerwie ma matematykę, a Zosia fizykę w klasie obok. Może, gdyby nie przeszkadzało mu publiczne rozmawianie z nią, podszedłby wtedy do niej. Nie zamierzała się narzucać, bo nie chciała narobić mu wstydu. Bo przecież wstydziłby się przed znajomymi tego, że z nią rozmawia, prawda?
Zajęła swoje standardowe miejsce przy oknie. Na parapecie położyła podręcznik, stała tyłem do korytarza, rozmawiając z osobami z klasy tylko wtedy, gdy ktoś chciał skonsultować z nią pracę domową. I tak od kilku miesięcy. Od lutego.
- Cześć, Miniaturka! – usłyszała za sobą głos. Filip. Wzdrygnęła się, gdy dotknął jej ramienia. – Przepraszam, nie chciałem wystraszyć. Wymyśliłaś coś wczoraj?
- Eee, tylko Łagiewniki i Stawy Jana.
- A co ty na to, żeby zrobić wycieczkę objazdową po Łodzi? Kilka ciekawych miejsc, a na koniec Stary Cmentarz. To zawsze na wszystkich robi duże wrażenie.
- Chcesz go podciągnąć pod aspekt geograficzny czy botaniczny? Według mnie to nie na temat.
- Nie asekuruj się tak. Nie broń się. – Oparł dłonie na jej ramionach. Speszyło ją to, ale Filip zdawał się nie zauważać jej spięcia - To perełka na mapie Łodzi, będzie w naszej pracy pięknym dodatkiem, coś jak niejadalna ozdoba na torcie. – Zaczął robić zamaszyste gesty - Niby niepotrzebna, ale daje efekt wow – przy ostatnich dwóch słowach otworzył teatralnie szeroko oczy. - Oczywiście sprawdzi się tylko przy mistrzowskim torcie, ale ja się nie martwię. Do wykonania tego zamówienia zgłosił się doskonały cukiernik. – Ostatnie zdanie powiedział jej na ucho. Był zdecydowanie zbyt intensywny.
- Masz na myśli siebie?
- Oczywiście. Podeślę ci pracę z ubiegłego roku, to się przekonasz, o co w tym chodzi. – Uśmiechnął się szeroko – Tylko wciąż nie mam twojego adresu e-mail.
- A, tak. Wyślę Ci coś wieczorem.
- Zobacz, cały rok mieliśmy w czwartki lekcje obok siebie i trudno uwierzyć, że nie trafiliśmy na siebie wcześniej, prawda?
- Myślę, że mamy inne, hm… zwyczaje komunikacyjne. Ja raczej nie rzucam się w oczy.
- Powinnaś użyć czasu przeszłego, Miniaturko. Trzymaj się na tej fizyce. Wiem, że ludzie z humana mają do niej z reguły ambiwalentny stosunek.
Skierował się w stronę otwartej już sali matematycznej, ale odwrócił się jeszcze i wskazał dwoma palcami swoje oczy, a później jej twarz w geście pilnowania. Zosia wzruszyła ramionami, próbując powstrzymać się od uśmiechu. Pierwszy raz od dawna miała ochotę szeroko się uśmiechnąć. I zupełnie nie wiedziała dlaczego.
Część trzecia - tu.
Komentarze
Prześlij komentarz