Przejdź do głównej zawartości

Dwunastka (3)

To jest trzecia część opowieści o Zosi i Filipie. Poprzednie znajdziesz tu.
 

Kilka dni później.

17.50

Filip: Jak niby mam Ci wysłać pracę z ubiegłego roku, skoro wciąż nie mam Twojego e-maila?

17.55

Zosia: Daj mi jeszcze chwilę, zbieram pomysły. Zaraz je wyślę.

E-mail do Filipa próbowała już wysłać kilka razy, ale ciągle coś zmieniała. Pomysły, które mogłyby być elementem wycieczki, miała zebrane i opisane, także te, którymi Filip się z nią podzielił, bo zdarzało mu się od czasu do czasu wpadać na nią w szkole i rzucać tylko jakieś hasło. Wyglądało na to, że miał sto myśli na minutę, ale był dość chaotyczny. Zero planowania. Zosia nauczyła się planować, żeby nie myśleć za dużo. Piętnaście minut zastanawiała się, jak zacząć i zakończyć do niego e-mail. Nie miała problemu z pisaniem wiadomości do nauczycieli, a nie wiedziała, co zrobić z Filipem. To głupie. Zaczęła więc od „Filipie”, kończąc na „Zosia”, walcząc z podpisaniem się „Miniaturka”. Polubiła to określenie.

Po kilku minutach zaczął dzwonić jej telefon. Filip. Spojrzała jeszcze raz. Nic się nie zmieniło. Filip. Zaczęły jej się pocić ręce. Boże, co się dzieje. Odebrała, martwiąc się, czy gdyby ktoś – mama, tata, Jaga – usłyszał, że rozmawia z chłopakiem, to nie pomyślałby sobie nie wiadomo czego.

- Bella Sofia, umyśle ścisły, marnujesz się w humanie! – ehm, to chyba było powitanie Filipa w odsłonie zaskoczenia. – Jesteś… jesteś… dzięki ci, że zapisałaś nawet te pomysły, o których sam już nie pamiętałem.

- Bo jesteś nieogarnięty.

- Ale pracuję z tobą. Wystarczy, że ty ogarniasz.

- Tobie wystarczyłoby prowadzić jakąś mapę myśli, notatki, cokolwiek. Masz dużo świetnych pomysłów.

- Ale szybko o nich zapominam.

Zapadła cisza w słuchawce. Odezwał się po kilku sekundach.

- Spotkasz się dzisiaj ze mną?

- Ale po co? Jak? Przejrzyj to, co wysłałam, jutro pogadamy, jeśli znajdziesz czas.

- Zapytam jeszcze raz. Umówisz się ze mną?

- Ja… - Zosia wpadła w panikę. Czuła, że za chwilę nie będzie w stanie normalnie oddychać – ja… mam jutro poprawę… z informatyki, z excela. Do jutra.

Rozłączyła się, zanim zupełnie straciła panowanie. To niemożliwe, prawda? On sobie kpi, prawda?

 

Przed wyłączeniem komputera (oczywiście nie miała żadnej poprawki) jeszcze raz odświeżyła pocztę. Filip.

„Miniaturko,

przesyłam pracę z ubiegłego roku. Dostaliśmy za nią wyróżnienie. Z Tobą liczę na podium. I wiem, że jutro nie ma w szkole informatyka, bo chciałem umówić się z nim na skanowanie starych zdjęć terenowych.

Filip”

 

Nie nawiązał do tej propozycji. Szlag by to! Szlag! Szlag! Podobał jej się, jak miałby się nie podobać. Był inteligentny, zuchwały, zabawny. Ale ona była paszczurowatą kujonką. Wyszła ze swojego pokoju, żeby w kuchni zająć czymś ręce, może zrobi babeczki szpinakowe na kolację. Tylko nie wzięła pod uwagę natknięcia się na mamę.

- Zosiu, coś się stało? Jesteś zdenerwowana – przyjrzała się uważniej zaróżowionej twarzy córki – dobrze się czujesz?

- Tak, tylko się wkurzyłam.

- Na kogo?

- Na siebie, jak zawsze.

- No to przez kogo wkurzyłaś się na siebie? – mama nie wyłączała tak łatwo rodzicielskiego radaru.

- Nie, już jest dobrze.

- Ale w szkole nie masz problemów? Mówiłaś, że oceny są wystawione.

- Wszystko w porządku. A tak przy okazji to przez wakacje będę pracować nad takim projektem na konkurs z geografii. Nauczycielka mnie wybrała.

- Dobrze, cieszę się, skoro chcesz i masz czas.

- W ciągu wakacji mam czas. Dlatego będę chciała to ogarnąć do końca sierpnia.

- A znajdziesz czas na odpoczynek? Na coś spontanicznego? Na jakieś spotkania ze znajomymi?

- Mamo, dobrze wiesz, że wystarcza mi kontakt z ludźmi w godzinach szkoły.

Zosia zrezygnowała z pieczenia, czując, że jest o krok od wysłuchania zmartwień mamy w związku z brakiem życia towarzyskiego jej córki. Uciekła do swojego pokoju, sięgając po czytnik. W tym momencie nie chciała myśleć o geografii. O Filipie.


 

 

Tydzień przed zakończeniem roku było już na tyle ciepło, że Zosia zrezygnowała z ciemnych dżinsów na rzecz czarnych legginsów i tuniki. Dziewczyny z klasy chodziły w spódniczkach i krótkich spodenkach, ale dla niej to wciąż było zbyt wiele. Lepiej czuła się, zasłaniając jak największą powierzchnię ciała. Lekcje w pierwszych klasach praktycznie się nie odbywały, trzeba było jedynie odhaczać obecność. Większość nauczycieli zajmowała się wypełnianiem dokumentacji i odpytywaniem spóźnialskich drugoklasistów, chcących poprawić oceny, które wylądują na ich świadectwach maturalnych. Tak wyglądała chemia, geografia, biologia czy fizyka. Na matematyce mieli możliwość zgłoszenia się do mniej zrozumiałych tematów, żeby nauczyciel ponownie je wytłumaczył. Do matury jeszcze daleko, ale i tak wszyscy nią straszyli.

Zosia siedziała na biologii w ławce pod oknem, co dawało jej spore możliwości udawania niewidzialnej. Z czytnikiem oficjalnie położonym na blacie nie wzbudzała tyle podejrzeń co osoby, które pod ławkami stukały na telefonie. Wczoraj zaczęła czytać Rebekę Daphne du Maurier i udawało jej się powstrzymać myśli na wodzy.

- …Zosię Kurowską – usłyszała swoje nazwisko i z budzącego niepokój Manderley wyrwał ją realny niepokój. Podniosła głowę. Filip stał przy drzwiach sali i patrzył na nią uśmiechając się. Biologica zerknęła rozbawiona znad dziennika na Zosię.

- To skorzystasz z propozycji, skoro Filip porywa cię tylko do pani Górnej, a nie na przykład do składziku?

Trzy rzeczy wydarzyły się jednocześnie. Po klasie rozległ się paskudny dla uszu Zosi chichot, Zosia spłonęła rumieńcem, a Filip, bez krzty speszenia, głośno skonstatował:

- Nad składzikiem pomyślę później, najpierw sprawy oficjalne.

Chichot klasy zamienił się w regularny rechot.

Tak bardzo była na niego wściekła. Tak bardzo chciała to wykrzyczeć. Nie znała tego uczucia palącej złości, która nie obraca się w płacz. Czysta złość. Chęć rozszarpania czegoś, żeby sobie ulżyć. Miała ochotę pokazać język w stronę kolegów i koleżanek, a jego, Filipa, po prostu udusić.

Jednym ruchem ręki zgarnęła swoje rzeczy do plecaka i wstała, kierując się w stronę drzwi, z podniesioną głową, ale nie patrząc na chłopaka, obok którego musiała przejść. Wyszła z sali, a on pół kroku za nią. Ze zdziwieniem stwierdziła, że kiedy stanęła z nim sama na pustym korytarzu, wcale nie poczuła się lepiej. Serce jej łomotało, ręce drżały, choć nawet na niego nie spojrzała.

- Chodź do biblioteki – powiedział cicho, wciąż stojąc tuż za nią.

- Nie do Górnej?

- Nie. Urwałem się od niej i powiedziałem, że idę po ciebie – znów ten cichy głos. Chyba próbował ją w ten sposób uspokoić. – Miniaturko, to nie ja zacząłem, to biologicy zebrało się na żarty.

Odwróciła się gwałtownie, chcąc go uderzyć, ale stał za blisko i zderzyła się z jego klatką piersiową. Odruchowo złapał ją za ramiona, żeby nie straciła równowagi.

- Ugh… - wydała z siebie nieartykułowany dźwięk i odskoczyła od niego zażenowana.

-  Chodź, zobaczymy co nam się może przydać ze szkolnej biblioteki, zrobimy listę książek i Górna wypożyczy je dla nas na wakacje. Nie musimy się ograniczać. Umówiłem nas na jutro na drugiej lekcyjnej, żeby pogadać o naszych pomysłach na pracę.

Szli obok siebie, Filip trzymał się na dystans, a ona powoli odzyskiwała nad sobą panowanie. Myślenie zadaniowe przede wszystkim. Tylko dlaczego wciąż czuła jego dłonie na odsłoniętej skórze poniżej ramion?

 

Po dzwonku kończącym pierwszą godzinę lekcyjną w piątek, równo tydzień przed zakończeniem roku, skierowała się do sali, w której mieli przesiedzieć historię. Większość osób z klasy była nieobecna, ale Zosia zawsze lubiła ten czas ostatnich dni w szkole, kiedy na przerwach było pustawo i wychodziło się na zewnątrz, a na lekcjach każdy zajmował się sobą.

- O, jesteś! Zapomniałaś? Jesteśmy umówieni – Filip dogonił ją i zatrzymał, łapiąc za rękę, którą zaraz puścił. Dłonią, która przez sekundę ją trzymała, zaczął nerwowo pocierać kark.

- Tak, już idę. – Spojrzała na niego zaskoczona, bo naprawdę zapomniała. Zapomniała, że umówili się z nauczycielką. Jak mogła?! Dlaczego nie zapisała tego w kalendarzu?

Filip wydrukował wszystkie pomysły, Zosia miała przy sobie kartkę ze spisanymi tytułami książek, które mogą im się przydać. Wiedzieli, co mają robić – przekonać nauczycielkę do swoich pomysłów, które według Filipa były idealne, a według Zosi – do dopracowania. Pewnie tak miała się układać ocena ich pracy aż do oddania projektu – Filip przekonany o tym, że są geniuszami, a Zosia o tym, że zwątpienie zmniejsza rozczarowanie.

- O, jesteście, już. Mam nadzieję, że przygotowaliście konkrety – nauczycielka spojrzała na nich sceptycznie, gdy weszli do klasy geograficznej.

Filip spojrzał porozumiewawczo na Zosię, poruszając zabawnie brwiami. Zosia powstrzymała wybuch śmiechu. Boże, co się ze mną dzieje – pomyślała, karcąc się w myślach drugi raz w ciągu kilku minut.

- Pani profesor, będziemy bardzo konkretni – Filip przejął inicjatywę i zaczął prezentować, niezwykle przekonująco, plan ich pracy. Zosia nie zrobiłaby tego lepiej, mimo że to ona pisała ten plan.

Kiedy skończył, włączyła się do rozmowy.

- Czy życzy sobie Pani profesor, żebyśmy przesyłali pracę częściowo (tu Filip zaczął energicznie kręcić głową, przybierając przerażoną minę), czy pod koniec sierpnia mamy wysłać całość? (tu ochoczo pokiwał, uśmiechając się błogo)

Nauczycielka zerkała to na nią, to na niego i w końcu zaśmiała się krótko.

- Chyba stanowicie dobrany zespół, co?

- Oczywiście – zapewnił Filip

- Yhm – cicho przytaknęła Zosia w tym samym czasie.

- Ufam wam, prześlijcie tekst do końca sierpnia. Zosiu, motywuj go do pilnowania terminów – w tym momencie do sali weszła dyrektorka, machając do geograficy, która kiwnęła jej głową. –  I nie daj się rozproszyć. Zostawcie listę książek, dzisiaj będą do odebrania z biblioteki. No już, możecie iść.

 

Wyszli z sali.

- Bliźniaczki jeszcze u niej nie były.

- One też wybierają temat z wycieczką?

- Nie wiem.

- Udostępnię ci kalendarz z etapami prac.

- Dobrze.

- Dopisz tam, kiedy jedziesz w teren, kiedy cię nie ma, nad czym będziesz pracował w konkretnym tygodniu. Będzie nam łatwiej się organizować.

- W teren pojedziemy razem, prawda?

- A po co?

- Tak. Po co.

- Będziesz mi wysyłał, co napiszesz, a ja tobie. Od razu będziemy składać w całość.

- Pójdę po lekcjach po te książki.

- Ja pójdę, zacznę od rozdziału wprowadzającego, tylko w nim będą potrzebne.

- Będzie ci ciężko.

- Poradzę sobie.

- Taaa… zawsze sobie poradzisz. To może chociaż odprowadzę cię na tramwaj do estakady?

- Yyy… - zaskoczył ją, że pamiętał o tym, że nie jeździ dwunastką.

- Po prostu się zgódź. Weszliśmy w to razem i razem będziemy nad tym pracować.

Pokiwała głową, choć nie była pewna, czy chce z nim wracać. W tym momencie niewielu rzeczy była pewna.

 

Po lekcjach zajrzała do biblioteki szkolnej.

- Dzień dobry, jestem Zosia Kurowska i chciałam…

- Odebrać książki od pani Górnej, złotko? – bibliotekarka, zarumieniona na twarzy, wyłoniła się spod biurka, wyglądając dość komicznie.

- Tak, miały tu na mnie czekać.

- Odebrał je ten miły chłopak, na kartce od pani Górnej byliście wymienieni oboje, więc mu je dałam.

- Aaa, aha, to dziękuję, do widzenia.

- Miłych wakacji, złotko! – powiedziała bibliotekarka i znów zanurkowała pod biurko.

 

Przecież mu powiedziałam, że odbiorę te książki – pomyślała zdenerwowana, wiedząc, że nie uda jej się uciec przed wspólnym wracaniem. Czekał na nią pod szkołą. Ucieszyła się na jego widok. Ostatnio niemal zawsze cieszyła się na jego widok. I była za to na siebie wściekła.

- Hej. Uprzedziłem cię. Odebrałem książki godzinę temu.

- Zauważyłam.

- Bibliotekarka była dość zaskoczona, że ktoś wchodzi do biblioteki tydzień przed końcem roku.

- Tak. Siedziała pod biurkiem.

- Z informatykiem.

- Będziemy teraz plotkować o nauczycielach? – rzuciła do niego z wyrzutem w głosie. Podniósł ręce w geście kapitulacji. Przez dłuższy czas milczeli.

- Nie będzie mnie w przyszłym tygodniu. Zobaczymy się na zakończeniu roku – powiedział w końcu.

- Nie musisz mi się tłumaczyć.

- Ale chcę. Chcę pogadać. Nagle zaczęłaś traktować mnie z dystansem.

- Wcale nie tak nagle.

- Czyli nie zaprzeczasz.

- Udostępnię ci ten kalendarz. Wpiszę listę zadań. Wybierzesz, co chcesz robić i w jakim terminie.

- Sama wybierz, czym chcesz się zająć. Ja zrobię resztę. Kiedy wyjeżdżasz na wakacje?

- Nie wyjeżdżam.

- Mnie nie będzie na początku lipca. Przez tydzień.

- Zaznacz w kalendarzu, żebym do ciebie nie pisała, jak będziesz odpoczywać.

Zatrzymał się, zmuszając ją do spojrzenia na niego.

- Możesz do mnie pisać, kiedy chcesz, Miniaturko.

- Ale nie chcę przeszkadzać.

- Rozmowa z kimś inteligentnym będzie miłą rozrywką na wypadzie z kumplami – zmarszczył czoło w minie pokazującej intensywne myślenie.

Uśmiechnęła się, choć wyraźnie walczyła ze swoją twarzą. Może i jest paszczurem, ale chociaż niegłupim. Przynajmniej on tak uważa – pomyślała i poczuła, że się rumieni.

- Okej - powiedziała

- No to jesteśmy umówieni na telefon – odpowiedział Filip i z jakiegoś powodu wyraźnie się rozluźnił.

Doszli do przystanku dziesiątki. Tramwaj miał podjechać za chwilę.

- Daj mi te książki.

Filip spojrzał sceptycznie na jej mały plecak, z którym chodziła do szkoły przez ostatnie kilka dni.

- Masz jakąś torbę w tym plecaku? Bo jeśli nie, to będę zmuszony dostarczyć te książki do ciebie do domu.

- Wezmę je do ręki.

- Zwariowałaś? Książki, za które jesteśmy razem odpowiedzialni, które sam odebrałem z biblioteki, trzymane w ręku w zatłoczonym tramwaju? – przybrał dramatyczny ton głosu –  Nie zgadzam się. Jadę z tobą.

 

Ustąpiła mu, mówił racjonalnie. Tyle ze jego uzasadnienie upadło, gdy tramwaj podjechał wyjątkowo prawie pusty. Trudno. Usiadła, a on na siedzeniu przed nią, bokiem.

- To ile przystanków jedziemy?

- Ja jadę trzy, a ty jedź, ile chcesz. Daj mi te książki, naprawdę.

- Dlaczego nie chcesz, żebym cię odprowadził? Wstydzisz się mnie, czy co?

- Nie wiem, dlaczego tak pomyślałeś.

- Masz zazdrosnego chłopaka?

- Nie mam chłopaka.

- Pozwól sobie pomóc – powiedział, akcentując każde słowo. – Bez podtekstów, po prostu jestem facetem, który nie chce, żeby dziewczyna dźwigała książki. Dam Ci je, jak się upewnię, że stoimy przed wejściem do twojego domu.

- Okej.

- Cieszę się, że przestałaś się bezpodstawnie upierać.

 


 

Żeby nas nikt nie zobaczył, żeby nas nikt nie zobaczył – myślała, kiedy z przystanku szli w stronę jej bloku. Paszczur idący z przystojnym chłopakiem, siostra albo sąsiedzi mieliby używanie.

- Gorąco dzisiaj, prawda?

- Filip, jest połowa czerwca, to jak ma być?

Stali właśnie przed wejściem do bloku Zosi. Dziewczyna wstukała kod otwierający drzwi na klatkę schodową.

- Dzięki za odprowadzenie, daj mi te książki.

Oparł jedną rękę o drzwi, blokując ich zamknięcie.

- Nie zaprosisz mnie na szklankę wody? Przede mną całe dwa przystanki drogi powrotnej do domu. A dzisiaj jest taki upał.

- Po prostu daj te książki i idź – spojrzała na niego wyczekująco.

- Już idę – zrobił krok do przodu, patrząc intensywnie na Zosię z małej odległości. Mimo chłodu bijącego od klatki schodowej, poczuła uderzenie gorąca. Odsunęła się, czując łomot serca. - Książki, dostarczone na miejsce, proszę – dopiero teraz zauważyła, że trzyma je już w ręku. Natychmiast je wzięła, obejmując ramionami. Siedem książek wydało się całkiem dobrym murem. Nie do końca wiedziała, przed czym.

- Dzięki, to ja lecę – powiedziała, nie patrząc na niego.

- Leć.

Brakowało jej tchu. Odwróciła się i wbiegła na górę.

- Do zobaczenia na zakończeniu roku! – zdążyła jeszcze usłyszeć.

 

Wpadła do domu, zastanawiając się, co to było. To ostatnie kilka minut. Usiadła w przedpokoju na podłodze próbując uspokoić oddech. Oparła odchyloną głowę o ścianę. W takiej pozycji zastała ją Jagna.

- Coś się stało? Wydajesz się zdenerwowana.

- Nie, Jaga, to tylko ten upał. Zdyszałam się, wchodząc na górę.

- Napij się czegoś i posprzątaj te książki, żeby nie leżały tak na podłodze. I skończ z tymi ciemnymi ubraniami, przecież od tego można dostać udaru cieplnego – dodała.

- Yhm – mruknęła Zosia. – Po prostu muszę czymś zająć głowę, to wystarczy – pomyślała i poszła do swojego wydzielonego pokoju. Wszystko wskazywało na to, że nikt jej nie widział z Filipem. To dobrze.

 

Od: kurowska.z@mail.com

Do: filip.wieczorek@mail.com

Hej,

Przesyłam Ci link do kalendarza. Moje wpisy są zaznaczone na zielono, wybierz swój kolor i ustaw rodzaj dostępu do każdego wpisu. To bardzo ważne, bo inaczej nie będę ich widziała, jeśli ustawisz ich status na prywatny. Dam Ci znać, jeśli będę miała dostęp do Twoich terminów. Pamiętaj o zaznaczeniu, kiedy masz wolne. Ustalmy deadline na 20 sierpnia, żebyśmy mieli czas na dyskusje i poprawki. Listę zadań masz w linku poniżej kalendarza, pobierz tylko aplikację i potwierdź zgodę na wspólny dostęp do edycji.

Z.

 

Od: filip.wieczorek@mail.com

Do: kurowska.z@mail.com

Zosiu,

Jak zwykle jesteś nader uporządkowana. Mam się czego od Ciebie uczyć. Spokojnie, nie jest ze mną aż tak źle, umiem korzystać z udostępnionego kalendarza. Ustawię wszystkie wpisy z dostępem dla Ciebie, innych i tak nie dodaję, to nie w moim stylu. Choć może to też przede mną. Złapię Cię na zakończeniu roku. Tymczasem pozwól sobie odpocząć.

Filip

 

Nie wiedziała, po co chciał z nią rozmawiać. Gdzieś z tyłu głowy cieszyła się z tego, ale nie rozumiała, jaka jest w tym logika. Wszystkie formalności mieli ustalone. Nic więcej nie trzeba, tylko usiąść, przejrzeć materiały, i zacząć pisać. Przecież to żaden problem, prawda?

Wieczorem w łazience przyjrzała się dokładnie swojemu odbiciu w lustrze. Szczupła twarz, ciemne, choć dość nijakie włosy, smętnie wiszące w niskim kucyku. Niewielkie oczy, wąskie usta, spory nos. Blade, choć dzisiaj nieco zarumienione policzki. Twarz paszczura. Niskie, szczupłe ciało paszczura. Paszczur w pełnej okazałości. Dzisiaj chyba coś jej się przywidziało. Może i Filip rzeczywiście się nie wstydził kontaktu z nią. Po prostu wiedział, że i tak nikt go nie posądzi o nic innego, jak to, że jest dla paszczura miły z litości. Jest miły dla niej, bo taki jest dla wszystkich.

 

Część czwarta - tu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Struga

Z początkiem grudnia poczułam bezpieczeństwo zalążka rutyny, która wkradła się w moje małe życie. Z migawki miałam zacząć korzystać dopiero w przyszłym roku akademickim, na razie trenowałam najkrótszą trasę między dworcem a uczelnią. Jeśli się pospieszyłam, na miejscu byłam szybciej niż jadący według planu tramwaj. W godzinach szczytu to nie było jednak żadne osiągnięcie. Do śmierdzącego moczem przejścia podziemnego, dalej koło żyletkowca do Sienkiewicza, szybki skręt w ciemną Moniuszki, opary unoszące się z Irish Pubu, mdlące i duszne, ten sam niepełnosprawny żul czuwający przy niskim, zarzyganym parapecie. Zaczęłam rozpoznawać detale miejsc – codziennie te same łódzkie szarości, tym mniej nasycone, im wcześniejsza była godzina. Przez większość tygodnia właśnie była wczesna. Nauczyłam się, gdzie robić skrót między Piotrkowską a Kościuszki, a później dobiec do Andrzeja. Nie, wybiegam zbyt naprzód. Wtedy jeszcze mówiłam Struga. To odróżniało mnie ostrymi liniami od miejscowych. To b...

Dwunastka (2)

To jest druga część opowieści o Zosi i Filipie. Poprzednie znajdziesz tu .    - Zosiu, zostaniesz po zajęciach? Był początek czerwca. Geografica, pani Górna, właśnie skończyła odpytywać osoby, które poprawiały oceny na koniec roku. Zosia nie miała nic do poprawienia. Kiedy wywołała jej imię, miała wrażenie, że czuje na sobie zdegustowane spojrzenia reszty klasy. Poprawiła grzywkę, nasuwając ją na oczy. Kiwnęła głową do nauczycielki, bez odzywania się. Monika w tym czasie chowała głowę za opartą o brzeg ławki książką, w której ukrywała telefon. Pewnie pisała do Karola. Na szczęście od kilku tygodni przestała dzielić się ze wszystkimi szczegółami ich związku. Zosia pomyślała, że to pewnie przez to, że zrobiło się między nimi zbyt intymnie. Zadzwonił dzwonek na długą przerwę, wszyscy zaczęli wychodzić na korytarz, ale do klasy weszło troje uczniów z innych klas, których Zosia nie znała. Dwie dziewczyny, rudowłose bliźniaczki, i chłopak. Nauczycielka zaprosiła ich ręką, a Zosi...

Dwunastka. Nowela

Zapraszam Was serdecznie do lektury opowieści pt. Dwunastka , której główna bohaterka - licealistka Zosia ma problemy z niską samooceną. Wrażliwa dziewczyna poznaje pewnego siebie chłopaka, z którym zaczynają ją łączyć wspólne cele. Akcja noweli dzieje się w Łodzi. Dla wygody publikacji podzieliłam tekst na mniejsze fragmenty Dwunastka cz. 1 Dwunastka cz. 2  Dwunastka cz. 3 Dwunastka cz. 4 Dwunastka cz. 5 Dwunastka cz. 6 Zapraszam też, jeśli ktoś tak woli, na mój profil na wattpadzie https://www.wattpad.com/user/joannasiemiradzka