To jest czwarta część opowieści o Zosi i Filipie. Poprzednie znajdziesz tu.
- Gdzie ona jest? Mam ochotę ją rozszarpać! Puść mnie, zostaw!
Do toalety dziewcząt na pierwszym piętrze, gdzie Zosia i Monika właśnie chłodziły ręce w zimnej wodzie, wparowały bliźniaczki z IID. Te od Filipa. Jedna z nich wrzeszczała, druga próbowała ją powstrzymać. Ta wrzeszcząca podeszła do Zosi i grożąc jej wyciągniętym palcem, wycedziła
- On jest mój. Mój, rozumiesz. Bawi się tobą w jakieś spacerki i szmery-bajery, ale jest mój.
- O kim mówimy? – Monika spytała o to spokojną bliźniaczkę.
- O Filipie – odparła tamta, wciąż trzymając szarpiącą się siostrę.
- Zo, o kogo chodzi? Pierwsze słyszę, żebyś robiła jakieś podboje i jeszcze bawiła się w podrywanie zajętych chłopów. Dziewczyno, musiałaś ją z kimś pomylić – ostatnie zdanie powiedziała do rudowłosej drugoklasistki, której kolor twarzy zrównał się z kolorem włosów.
Zosia miała ochotę uciec, ukryć się, wybiec ze szkoły, cokolwiek, byle tylko nie być w centrum zbiegowiska, jakie powoli zaczęło się robić w toalecie.
- Ja wychodzę – Zosia złapała ostatni kawałek ręcznika papierowego i wytarła nim dłonie. Na korytarzu nikt nie będzie kontynuował awantury, a Zosia nie chciała być w to zamieszana. Zawsze trzymała się na uboczu głośnych spraw i publicznych występów. To znaczy od lutego.
- Zośka, zaczekaj, o co chodziło? – Monika wyszła tuż za nią.
Zosia zatrzymała się, wzruszając z rezygnacją ramionami, ale nic nie powiedziała.
- Dziewczyno, naprawdę odbiłaś tej dziewczynie chłopaka? Co to za Filip, dlaczego nic nie wspominałaś?
- Bo nie ma o czym. Gadałam z nim kilka razy, bo geografica wyznaczyła nas do wspólnego pisania pracy na konkurs.
- A to z tego powodu się rzucała ta ruda?
- Tak, widocznie Filip ma zaborczą dziewczynę. Choć naprawdę nie wiem, jak mogła pomyśleć, że ktokolwiek mógłby być mną zainteresowany – dodała ciszej.
- Zo, o co ci chodzi? Co to za depresyjne teksty? Wyglądasz… - oceniająco spojrzała na koleżankę – w porządku, tylko trochę smutno w tych ciemnych ubraniach. Masz ładne nogi, jesteś szczupła. Twarz też masz ładną. Niektórzy faceci lubią takie drobne dziewczyny. Może ten Filip…
- Ja tylko z nim piszę pracę na geografię. Ta dziewczyna coś sobie ubzdurała.
- Albo ma intuicję i czuje zagrożenie. Ja się nie dziwię.
- Może skorzystam z jego rady i po prostu do piątku zostanę w domu.
- Z rady Filipa? – zapytała dla formalności, unosząc znacząco brwi Monika.
- Tak – odpowiedziała z nieuzasadnioną złością w głosie. – Siedzenie tu w szkole to strata czasu, skoro i tak nikt już nie sprawdza obecności – dodała nieco spokojniej.
Zosia sięgnęła po wibrujący telefon. Pojawiło się na nim kilka powiadomień z kalendarza i z aplikacji z zadaniami do wykonania oraz jedna wiadomość.
Filip:
Mogę zadzwonić? Dodałem kilka rzeczy do kalendarza.
Zosia:
Jestem w szkole. Twoje wpisy w kalendarzu widzę, więc jest ok.
Myślała, że jeszcze coś napisze. Telefon milczał. Tak pewnie było lepiej. Skupi się na pracy, nauce, pisaniu, a nie na myśleniu o Filipie. Jest zajęty.
- Mamo, zostanę w domu do końca tygodnia – oznajmiła we wtorek rano i przewróciła się na drugi bok. Zerknęła na telefon z głupią nadzieją. Cisza.
- Zostań, mówiłam ci to już w niedzielę. Zrobisz naleśniki na obiad?
- Mam do ruszenia pracę na geografię. Zrobię, jeśli ogarnę plan na dzisiaj. Jagna nie może?
Mama przewróciła oczami, ale nic nie powiedziała. Jagna odpoczywa po maturze, co w jej rozumieniu oznacza reread Harry’ego Pottera i Zmierzchu. Czyli kilkudniową nieobecność duchem. Była gdzieś na etapie piątej lub szóstej części pierwszego z cykli, więc jeszcze jakiś czas jej nie będzie.
Zosia zrobiła to, co miała w planach. Do czwartku posegregowała materiały, zrobiła plan części teoretycznej, którą miała zająć się sama. Paszczur robił to, co do niego należało. Odhaczała drobne punkty w aplikacji, dodawała sprawy do kalendarza, ale nic nie pisała do Filipa. Chciała to zrobić dopiero, kiedy będzie miała konkretny fragment tekstu, a ten na razie nie powstał. Kalendarz po jego stronie milczał.
Przeczytała pracę Filipa i bliźniaczek z ubiegłego roku. Była nieco inna, niż się spodziewała. Okazało się, że to całkiem przyjemna lektura, momentami nawet żartobliwa, napisana lekkim językiem. Zosia obawiała się, że nie potrafi tak pisać. Zawierać informacje teoretyczne w taki sposób, żeby nie usypiać podczas ich czytania. To będzie wyzwanie. Na tyle trudne, żeby podczas pisania nie myśleć za dużo o zbędnych sprawach. W tym momencie Filip do nich należał.
- Cześć, czekałaś na mnie?
- Eee, nie, ale Monika się spóźnia, więc i tak będę już wchodzić.
- Czyli czekałaś na mnie.
- Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele, Filipie.
- Czemu nie, Miniaturko? Propozycja numer jeden: usiądziemy razem w auli.
Obudziła się, czując, że z trudem łapie oddech. Dzisiaj zakończenie roku. Od tygodnia nie miała kontaktu z Filipem. Mówił, że ją znajdzie i pogadają. Pogadają, zanim wyśle mu to, co przygotowała. Może on też coś już ma w trakcie opracowywania. A nawet jeśli nie, powinna mu powiedzieć, że takie pisanie, jakie on zaprezentował z bliźniaczkami rok temu, jest dla niej czymś nowym i że będzie się starać, ale nie wie, czy da radę. Że może napisze więcej z części merytorycznej, a jemu zostawi to, w czym jest dobry, Że bardzo jej zaimponowało to, że tak można napisać pracę o charakterze badawczym. Że…
Przez chwilę zapomniała, że jest tylko paszczurem.
- Zośka, czekam na Ciebie pod szkołą.
- Monika, już pędzę – wydyszała do telefonu.
- Znowu nie skorzystałaś z tramwaju?
- Pędzę.
Zakończenie roku. Cały semestr była skoncentrowana tylko na nauce. Najlepszy wynik w klasie był tego konsekwencją. Nie planowała tego. To była dobra wymówka dla rodziców. Teraz biegła, żeby się nie spóźnić na swoje 5 minut tryumfu. Kiedy dostanie świadectwo z czerwonym paskiem. Obiektywnie to mogło być ważne. Nawet jeśli wciąż była paszczurem.
- Zośka, ile można na ciebie czekać! Wszyscy już poszli na górę – Monika przed szkołą przebierała nogami.
- Nie komentuj, chodź, chciałabym w miarę możliwości usiąść z brzegu.
- To się raczej nie uda.
Wbiegły na górę razem z innymi spóźnionymi uczniami.
- …i w związku z tym zarządziłem maksymalne skrócenie dzisiejszej ceremonii. Pozostali uczniowie otrzymają świadectwa na spotkaniach z wychowawcami – głos dyrektora dochodzący z przodu zakłócił jazgot odsuwanych krzeseł. Dziewczyny wcisnęły się w jeden z ostatnich rzędów, zanim usłyszały ciche, a później całkiem głośne wołanie.
- Zosia! Chodź tu! Chodź, Zośka!
- Zośka, to chyba ciebie woła – Monika szepnęła dokładnie wtedy, kiedy Filip złapał Zosię za rękę.
- Chodź, miejsce dla ciebie mam – powiedział, wyciągając ją z miejsca. – I nic nie mów, i tak na nas wszyscy patrzą.
Dyrektor obdarzył ich spojrzeniem pełnym dezaprobaty, gdy siadali na miejscach zaklepanych przez Filipa. Liczyła na to, że usiądzie na tym bardziej z brzegu, ale Filip ją przepuścił. Usiadła obok niego, stykając się z nim ramieniem. Zaczęło się robić duszno. Bardzo duszno. Filip. Trema przed wyjściem na środek. Filip. Dwa roczniki licealistów w auli. Filip. Biegła do szkoły od estakady. Upał. Filip. Przed chwilą wszyscy na nią patrzyli i zaraz też będą.
- Zatem możemy zaczynać. Szybko, zanim zaczniecie tu mdleć z gorąca.
- Właśnie. Tam na końcu było dla ciebie stanowczo zbyt duszno – Filip szepnął jej do ucha i, biorąc od niej plastikową teczkę, zaczął wachlować w jej stronę. Szybko wzięła ją od niego. – Poza tym mieliśmy się dzisiaj spotkać, żeby pogadać. Później już bym cię nie znalazł. Gorzej się poczułaś?
- Przecież nie będziemy gadać teraz – zignorowała jego pytanie.
- Wytrzymaj chwilę i wyjdziemy, jak tylko dostanę swoje świadectwo. Ty idziesz już teraz.
- Zofia Kurowska, klasa 1C – w pierwszej chwili nawet nie usłyszała, że dyrektor już ją wyczytał. Wstała chwiejnie, Filip podniósł się z krzesła, żeby mogła przejść. Na szczęście siedziała w drugim rzędzie, a nie na końcu, z Moniką. Nie patrzyła na ludzi wokół, którzy na pewno się z niej naśmiewali. Paszczur z czerwonym paskiem na świadectwie. Połączenie doskonałe.
- Gratuluję – dyrektor wyciągnął do niej rękę i nieco zbyt mocno uścisnął jej dłoń. Wzięła od niego swoje świadectwo i zawróciła. Filip już stał, żeby ją przepuścić.
- I ostatni pierwszak, Kacper Osiński z 1 E.
Wspomniany Kacper szedł już w stronę dyrektora, gdy Zosia siadała obok Filipa.
- Teraz klasy drugie i już was puszczam do sal. Klasa IIA: Marta Karbowiak, Filip Wieczorek i Katarzyna Wójcik.
- Zaraz po ciebie wrócę – powiedział, zanim podszedł do dyrektora razem z ludźmi ze swojej klasy.
Siedziała, wachlując się nadal teczką, do której włożyła swoje świadectwo, odzyskując nieco równowagi. Filip nie wrócił na ich miejsce, ale skierował się prosto do najbliższego wyjścia, machając do niej, żeby też wyszła. Złapała teczkę i, nie oglądając się za siebie, na zatrzymanym oddechu, bo przecież wszyscy wokół patrzą, wyszła.
- Źle znosisz upał czy to, że byłaś w centrum uwagi? – Zosia nie była pewna, czy w głosie chłopaka czekającego na nią pod drzwiami auli słychać bardziej troskę czy drwinę. Nie odpowiedziała. Stanęła w bezpiecznej odległości.
- Masz teczkę – wyjęła ze swojej wodoodpornej zwykłą papierową – włóż sobie do niej świadectwo, bo zaraz będzie źle wyglądać.
- Wzięłaś dla mnie zapasową teczkę? Dzięki, nigdy o niej nie pamiętam – uniósł brwi, wyraźnie zaskoczony.
- Nie konkretnie dla ciebie, ale dla kogoś nieogarniętego, kto nie miałby swojej. To o czym chciałeś pogadać?
- No właśnie. Zaczęłaś już coś pisać? Ja wertowałem zasoby elektroniczne – mam zgromadzone jakieś stare mapy zagospodarowania terenu i zdjęcia.
- Przejrzałam teorię i w zasadzie muszę usiąść i zacząć pisać. Ale…
- Tak?
- Martwię się, że nie umiem tego zrobić tak jak ty – powiedziała to cicho, nie patrząc na niego.
- To się nie martw. Siedzimy w tym razem. Napisz teorię, a ja to ogarnę. Ty jesteś dobra w konkretnym, celowym działaniu, a ja w bajerowaniu odbiorcy i umilaniu mu czasu. Dlatego jesteśmy dobrym zespołem.
- To się okaże we wrześniu, jak oddamy pracę – zignorowała ten tekst o bajerowaniu.
- Uwierz w siebie, przecież dzisiaj pokazałaś wszystkim, że jesteś najlepsza.
- Ty też dostałeś świadectwo z paskiem.
- Ale nie w pierwszej klasie.
- Właśnie. Skąd wiedziałeś, że też dostanę świadectwo od dyrektora?
- Nie wiedziałem. Spóźniałaś się, więc podszedłem do stolika dyrekcji i spytałem. Spodziewałem się jednak tego.
- W jakim znaczeniu? – spytała, czując, że zaraz usłyszy coś o swojej paszczurowości. Przecież wiedziała, że inteligencja służy facetom, a dziewczyny prymuski są tylko…
- W najlepszym znaczeniu, Miniaturko – przerwał jej proces myślowy, patrząc znad okularów. – Będziemy w kontakcie. Nie odprowadzę cię dzisiaj, idę powłóczyć się z chłopakami – Ostatnie słowa przypadły na harmider wywołany tłumem zgrzanych licealistów wylewających się z auli. Powiedzieli sobie bezgłośne „cześć” i Filip zawrócił, żeby dojść do sali, w której miała się spotkać jego klasa.
- Nie musisz mi się tłumaczyć – szepnęła do siebie. Ruszyła się z miejsca dopiero wtedy, gdy ktoś ją przypadkowo popchnął, przeciskając się przez zatłoczony korytarz. Dotarła do wyznaczonej sali jako ostatnia. Miejsca siedzące zostały już tylko z przodu. Niestety. Jakoś to przetrwa.
Wyszła sama ze szkoły, ludzie z klasy rozeszli się w grupkach. Krok za krokiem, ze wzrokiem wbitym w chodnik, doszła do domu. Tak jak zawsze.
Część piąta - tu.
Komentarze
Prześlij komentarz