Przejdź do głównej zawartości

Dwunastka (5)

To jest piąta część opowieści o Zosi i Filipie. Poprzednie znajdziesz tu.

10 lipca wysłała Filipowi część teoretyczną pracy, którą uważała za mniej ciekawą, ale bezpieczną. Nie rozmawiali, ani nie pisali od zakończenia roku, ale Zosia wiedziała, że wrócił z wakacji i że dwa dni temu miał egzamin na prawo jazdy. Od początku lipca z jego strony zaczęły pojawiać się wpisy w kalendarzu niezwiązane z ich wspólną pracą. Korzystał pewnie z domyślnych ustawień, więc Zosia zobaczyła różne informacje – od imienin jego mamy i urodzin babci do kontroli u okulisty. Przy najbliższej okazji, czyli we wrześniu, zamierzała go uświadomić, że zostawił jej szeroki dostęp do informacji. Wolałaby nie wiedzieć, kiedy umawiał się z rudą bliźniaczką.

Odpisał na jej e-mail na drugi dzień, a nie jak zwykle – od razu.

 

Od: filip.wieczorek@mail.com

Do: kurowska.z@mail.com

Sorry, zabalowałem trochę, ale już wracam do żywych. Zacznę usprawniać to, co mi przysłałaś, żeby było bardziej zjadliwe. Wyślę Ci to do akceptacji, jak skończę. Przesyłam plan dnia wycieczki, spójrz, czy może być w ten sposób, a jak Ci coś nie gra, to pozmieniaj kolejność.

pzdr

Filip

 

Zosia przeczytała wiadomość od niego i z jakiegoś powodu zrobiło jej się przykro. Zaczęła analizować tekst e-maila, czytając go w kółko, ale i bez tego widziała, że coś się zmieniło. Skończyło się Zosiowanie i Miniaturkowanie, a ona nie wiedziała, z jakiego powodu. Gorzej, że nie wiedziała też, dlaczego jest jej tak bardzo smutno. Tak bardzo, że miała ochotę wyjeść z lodówki dżem, a najchętniej krem czekoladowy.

 

- Jagna! Jaga! Gdzieś się zaszyła! – znalazła siostrę w kuchni, wyjadającą nutellę ze słoika i chlipiącą nad czytnikiem. Spojrzała z żalem na marnujący się w ustach siostry krem. Wolała nie wnikać. Wystarczy jej rzewnych, tragicznych i niedoszłych historii romansowych. – W przyszłym tygodniu chcę skoczyć do Arturówka porobić trochę zdjęć do tej pracy na geografię. Mam jechać sama czy jedziemy razem? Lepiej fotografujesz i…? – spytała Zosia, podając siostrze chusteczki higieniczne. Wokół niej piętrzył się już stos zużytych.

- Jaką pracę? Nic nie mówiłaś.

- Mówiłam, tylko nie słuchałaś. Do końca sierpnia ogarniam pracę na konkurs z geografii. Muszę pojechać w kilka miejsc porobić zdjęcia przy ładnej pogodzie, Arturówek jest najdalej, jedziesz ze mną czy ci się nie chce?

- OK, pojadę – Jagna spojrzała nieprzytomnie znad czytnika. – Wybierz jakiś dzień, tylko sprawdź pogodę, żeby nie okazało się, że pojedziemy w deszcz.

- Przecież ci mówię, że musi być ładna pogoda, o to w tym wszystkim chodzi.

- Yhm – Jaga wróciła już do czytnika, nie zauważając nawet, że siostra posprzątała stertę zmiętych chusteczek higienicznych. Zosia zajrzała jeszcze do szafki, w której trzymali zapasowe produkty, ale najwyraźniej to był ostatni słoik nutelli. Trudno, musi zająć głowę czymś innym. Tym, co jej dobrze wychodzi od kilku miesięcy. Myślenie o obrażeniu się Filipa tylko ją rozprasza.

 

Spojrzała w internecie na prognozę pogody i wyznaczyła środę na wycieczkę tramwajem do Arturówka. Wpisała w kalendarzu, napisała informację na samoprzylepnej kartce, którą doczepiła Jagnie do laptopa i zajęła się planowaniem, czego potrzebuje do kolejnej części pracy.

Wysiadły z tramwaju po kilkudziesięciu minutach jazdy. Łódź w upalne dni jest nieznośna. Na szczęście było przed południem, więc nie wydawało się, że na spacer wybrało się wiele osób.

- To co zamierzasz, skoro nie dostałaś się na psychologię? – zagaiła Zosia, tylko po to, żeby nie milczeć przy siostrze. Milczenie było dziwne.

- Teraz to chyba ta pedagogika, a później zobaczę, może spróbuję za rok. W ogóle co to za pytanie, a Ty co być zrobiła, gdybyś nie dostała się na dziennikarstwo?

- Nie zamierzam startować na dziennikarstwo.

- Co ci się tak pozmieniało? Przecież mówiłaś o tym od kilku lat, zawsze chciałaś latać z mikrofonem po mieście i pisać dla ludzi.

- Chciałam, ale już nie chcę.

- Aha. I taka z tobą rozmowa.

- Sorry, ale ja po prostu w tym momencie nie wiem, gdzie będę składać papiery za dwa lata.

Zosia zatrzymała się przy najbliższej ławce, żeby wyjąć z plecaka aparat fotograficzny i napić się wody. Podała też Jagnie drugą butelkę.

- To jaki jest plan na dzisiejsze przedpołudnie? – spytała Jagna, wyciągając rękę po aparat.

- Chcę porobić zdjęcia do tej pracy – ścieżek spacerowych, miejsc biwakowych, roślin i takich miejsc, żeby było widać ukształtowanie terenu. Filip później to ogarnie.

Jagna zakrztusiła się wodą.

- Filip? – wydusiła pomiędzy kaszlnięciami.

Zosia poklepała siostrę po plecach nie bez trudu, bo ta była sporo od niej wyższa. Nie odpowiedziała na zaskoczenie siostry. Zapomniała, że nie mówiła w domu nic o Filipie i źle się poczuła z tym, że użyła przy siostrze jego imienia. Jakby powiedziała za dużo. Odeszła w stronę głównego szlaku pieszego i rowerowego, siostra z aparatem szła za nią.

- O czym jest ta praca? – Jagna dobrze znała swoją młodszą siostrę. Wiedziała, że jak będzie chciała, to sama jej powie więcej.

- Projekt wycieczki geobotanicznej. Zaplanowanie dnia, informacje od przewodnika dla grupy, trochę takie przekonywanie, że wycieczka krajoznawcza po Łodzi nie jest czymś dziwnym.

- Aha. Większość osób uznałaby, że właśnie taka jest.

- A my chcemy udowodnić, że ich myślenie niekoniecznie jest słuszne – Zosi zrobiło się na chwilę duszno, gdy uświadomiła sobie, że użyła liczby mnogiej, nieco nieświadomie znów przywołując Filipa. Jagna od razu zauważyła, że siostra się zarumieniła.

- Podoba ci się – skonstatowała, a Zosia to zignorowała. W myślach pluła sobie w brodę, że dała sobą tak zmanipulować. Mogła od razu powiedzieć o Filipie, zachowywać się obojętnie, a przez to, że ukryła fakt, że przygotowuje pracę z chłopakiem, wyszło na to, że się w nim zakochała. A przecież jest paszczurem, a to wszystko skreśla.

Jagna łaskawie odpuściła Zosi temat Filipa. Spacerowały, fotografując drzewa, ścieżki, poszycie leśnej części parku. To znaczy zdjęcia robiła Jagna, Zosia tylko czasem wskazywała miejsca. Po drodze spotkały kilkoro rowerzystów i spacerowiczów z psami, na szczęście wszystkie były na smyczy. Arturówek przed południem w środku tygodnia był spokojną oazą.

- Masz drugą kartę pamięci? – pytanie Jagny wyrwało Zosię z zamyślenia. Zdjęła plecak i z portfela wyjęła zapas, chowając przepełnioną kartę. – Chcesz trochę popstrykać?

- Nie…

- Dobra, to ja skoczę za potrzebą, poczekaj tu na mnie, zaraz się spotkamy – Jagna, wciąż z przewieszonym na szyi aparatem, weszła w zarośla, a Zosia przez jakiś czas kręciła się bez celu.

I wtedy zobaczyła wielkie czarne cielsko z jasnobrązowymi elementami na pysku, biegnące w jej stronę. Przed oczami stanęła jej sytuacja sprzed dziesięciu lat. Nie myśląc racjonalnie, rzuciła plecak i zaczęła uciekać. Łzy napłynęły jej do oczu, poczuła duszność paniki. Usłyszała jakieś gwizdanie, ale bestia nie reagowała. Rottweiler gonił ją z żądzą mordu w oczach, a ona wiedziała, że zaraz przegra. Kręciło jej się w głowie, rozpaczliwie potrzebowała złapać oddech, ale nie mogła. Poczuła uderzenie w żebra i zrobiło jej się ciemno przed oczami.

- Cii, już dobrze – usłyszała nad swoją głową. Zderzyła się z kimś, kto ją teraz mocno trzymał i mówił znajomym, cichym głosem. – Usiądź tu.

Pomógł jej usiąść na trawie i oprzeć się o drzewo. Pies zniknął. A przynajmniej go nie widziała. Nic nie widziała.

- Panie, co to było, zaczęła uciekać jak głupia, a pies tylko pobiegać chciał, ma do tego prawo.

- A ona ma prawo bać się dużego psa.

- Zaczęła biec, to pies zaczął gonić. Młoda i głupia, nie wie, że to tylko zwierzę?

Chłopak zignorował mężczyznę, który zaraz odszedł, i przykucnął przed siedzącą Zosią.

- Przepraszam, głupio mi teraz – szepnęła, patrząc przez łzy na jego spokojną twarz. Jej potargana grzywka odbijała się w szkłach jego okularów. Zdjął z ramienia plecak i podał jej wodę. Gdy zobaczył, jak trzęsą jej się ręce, otworzył i podał jej butelkę. Upiła łyk.

- Ludzie boją się różnych rzeczy – patrzył na nią przenikliwie, a uspokajający się powoli oddech Zosi znów przyspieszył. Podał jej chusteczkę higieniczną. Wytarła twarz, a on patrzył na nią, wciąż z niewielkiej odległości, z wyraźną udręką. Jednocześnie chciała i nie chciała przerywać tej pełnej napięcia ciszy.

- Odwiozę cię do domu – szepnął, kciukiem wycierając łzę z jej policzka. Szybko, jakby nie chciał się zbyt długo zastanawiać nad tym gestem. Nie musiał mówić głośniej, tak był blisko. Był tak blisko, a wciąż za daleko.

- Zoośka, Zośka, gdzie jesteś! O, widzę cię! – w pobliżu rozległ się głos Jagny.

- To moja siostra – powiedziała, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Nie chciała opuszczać bezpiecznego miejsca, jakim była jego bliskość.

- O, dziękuję przystojniaku, że się nią zająłeś. Na chwilę się rozdzieliłyśmy i akurat wtedy… no. Dzięki. – stwierdziła Jagna, wyciągając rękę w stronę Zosi, żeby pomóc jej wstać, ale Filip był szybszy. Podniosła się, a dotyk z ich złączonych dłoni wywołał dreszcze na plecach i ciężkie ciepło w brzuchu.

- Rzuciłaś plecak na trawę, uciekłaś, co to było tym razem? Labrador? – kontynuowała.

- Rottweiler – odpowiedział Filip, odrywając oczy od Zosi i pierwszy raz patrząc na Jagnę.

- Aha – Jagna patrzyła to na Zosię, to na Filipa. – I?

- Filip jestem – przedstawił się Jagnie.

- Agnieszka, ale wszyscy mówią do mnie Jagna.

- Odwiozę was do domu. Przyjedziemy tu innym razem.

- Mamy zdjęcia, Jagna sporo zrobiła – Zosia odezwała się głośno pierwszy raz od ataku paniki. Była zachrypnięta.

- To tym bardziej chodźcie. Nie macie rowerów?

- Nie, przyjechałyśmy tramwajem – powiedziała Zosia i lekko się zatoczyła, ale Filip czujnie złapał ją za ramię.

Poszli w stronę parkingu. Filip milczący, Zosia roztrojona, Jagna zaintrygowana. Gdy stanęli przed bordową skodą favorit, a Filip zaczął szukać kluczyków, Jagna zaprotestowała.

- Nie ma mowy, nie wsiądę do tego gruchota.

- Nie musisz, mogę odwieźć tylko Zosię – Filip właśnie wsiadł do samochodu i od środka otworzył dla Zosi drzwi od strony pasażera.

- Nie puszczę jej z tobą samej.

- Zaopiekuję się nią.

- Jadąc tym samochodem? – zakpiła.

- Nigdy nie krytykuj samochodu przy facecie. Wsiadasz?

Spojrzała na Zosię, która już siedziała w fotelu, oddychając spokojnie, wyraźnie zmęczona po ataku paniki.

- Jedźmy już – skapitulowała Jagna.

 

- Gratuluję zdanego prawa jazdy – zagaiła Zosia, a Filip tylko kiwnął głową, nie odrywając oczu od drogi. –  Musisz wiedzieć, że nie zmieniłeś dostępu do danych kalendarza i widziałam ostatnie Twoje wpisy niezwiązane z geografią – powiedziała, wciąż słabym głosem, Zosia. Jagna siedziała z tyłu i, chyba obrażona, wyglądała przez okno.

- Zmienię to, skoro ci przeszkadza.

Znów cisza.

- Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś? Miałaś dzwonić.

- Nie miałam po co.

Zacisnął mocniej ręce na kierownicy. Zosię przechodził dreszcz za każdym razem, gdy sięgał do drążka, żeby zmienić bieg. Jego ręka była wtedy tak blisko, że trudno było nie oczekiwać dotyku. A jednocześnie było to tak niemożliwe. Zaczęła sobie wbijać paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni, które trzymała zaciśnięte w pięści na udach.

- Co dzisiaj robiłeś? Tutaj?

- To co ty. Przyjechałem w teren. Wpisałaś termin. Mieliśmy pracować razem.

- Poradziłam sobie.

- Właśnie widziałem – powiedział bez złośliwości, raczej opiekuńczo, odwracając się do niej i patrząc prosto w oczy, bo akurat stanęli na czerwonym świetle.

- Dziękuję za pomoc – powiedziała cicho. Głupio tak było jechać z Filipem, podczas gdy Jagna siedziała z tyłu. Choć pewnie bez niej byłoby jeszcze gorzej.

Nie odpowiedział, tylko złapał na sekundę lewą dłoń Zosi, przykrywając ją swoją w pokrzepiającym geście. Dotyk był zdecydowanie za krótki. Zosia miała nadzieję, że Jagna nie zauważyła tego momentu.

Przez resztę drogi jechali w milczeniu.

 

- Dziewczyno, mów, co to było.

- No co było. To co zawsze. Wpadłam w panikę, jak zobaczyłam tego psa.

- I on tam tak po prostu był?

- Biegł i szczekał, jakby chciał mnie pożreć, przecież go sobie nie wymyśliłam.

- O Filipa pytam, nie o psa.

- Był, bo wpisałam w kalendarz termin naszego wyjazdu. Nie wiedziałam, że będzie chciał łazić po Arturówku razem.

- Czyli korzystacie ze wspólnego kalendarza.

- Dla lepszej koordynacji działań.

- Wiedział, gdzie mieszkamy. Nie zapytał nawet, dokąd ma jechać.

- Mieszka niedaleko. Może się kiedyś spotkaliśmy rano w drodze na przystanek.

- I dlatego wiedział, w której klatce mieszkamy?

- Przestań! Wiedział, bo mnie raz odprowadził. Miałam wypożyczone książki do pracy i mi pomógł je nieść. Jak kolega, albo… albo starszy brat.

- Aha. On na ciebie leci.

- Nikt nie poleci na paszczura! – Krzyknęła i zamknęła się w łazience, trzaskając przy tym drzwiami.

Po chwili usłyszała głos Jagny zza zamkniętych drzwi łazienki.

- Powiem mamie.

- Jeśli chcesz zachowywać się jak pięciolatka, to proszę bardzo, mów.

- Nie o Filipie, to twoja sprawa. O tym, jak o sobie myślisz. To nie jest normalne.

- To nie ja tak myślę, to wszyscy wokół, a ja im się po prostu nie dziwię.

 

21.27

Filip: Jak się czujesz?

Zosia: Wstyd mi.

Filip: Mogę zadzwonić?

 

Zosia leżała już w łóżku. Powiedziała mamie, że chce poczytać w spokoju, uspokajając ją, że już czuje się dobrze. Mama znów zaproponowała terapię, „bo nie można aż tak bać się psa”. Była wykończona i było jej głupio. Głupio, że Filip ją widział w takim stanie, że Filip tam był, że poznał Jagnę. Że je odwiózł do domu. Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Nie poczekał na jej odpowiedź, chyba spodziewał się negatywnej. Odebrała po pierwszym dzwonku, tylko po to, żeby nie zwracać uwagi domowników na to, że rozmawia przez telefon.

- Nie zdążyłam ci odpisać, żebyś nie dzwonił.

- Ale odebrałaś.

- Bo wszyscy słyszeli, że ktoś do mnie dzwonił, nie chcę ściągać na siebie uwagi.

- Cieszę się, że tam dzisiaj byłem.

- Dziękuję ci, że tam byłeś.

- Często to się zdarza?

- W centrum miasta ludzie rzadziej mają duże psy i z reguły nie puszczają ich bez smyczy.

- Opowiesz mi, co się stało? – wiedziała, że pyta o sytuację, która doprowadziła do tego wszystkiego.

- Miałam osiem lat – przerwała, bo głos jej zadrżał. – U babci na wsi. Zawsze się bałam psów.

- Pogryzł cię?

- Sąsiad babci chciał mi udowodnić, że pies mi nic nie zrobi i go na mnie napuścił – odpowiadając to, znów zaczęły jej płynąć łzy po policzkach, ale powstrzymała łkanie.

- Ciii, spokojnie, Miniaturko. Ja się nie dziwię, że się boisz. Boimy się różnych rzeczy.

- Opowiesz mi coś? – zapytała, zanim zdołała się powstrzymać. Jego głos przy jej uchu był taki przyjemny.

- Ja się boję książkowej wersji „101 dalmatyńczyków”.

- Nie wyglądałeś dzisiaj, jakbyś bał się psów.

- Chodzi o rysunek, w którym na całej stronie widać rozwścieczoną Cruellę z przekrwionymi oczami. Brr, okropieństwo – wzdrygnął się i przerwał.

- Żartujesz sobie ze mnie?

- Jestem absolutnie poważny. Mówiłem ci, że ludzie boją się różnych rzeczy. Moja babcia boi się piania koguta. Dobrze, że nie mieszka na wsi.

- Mów do mnie, proszę. Cokolwiek – szepnęła, co wyszło nieco zbyt błagalnie.

- Nastraszył mnie trochę starszy kuzyn – rozluźnił się, może wygodniej usiadł, bo jego głos był bardziej dźwięczny. – Miałem ze 3, może 4 lata i układałem klocki, a on z zaskoczenia podsunął mi tę stronę przed oczy, krzycząc przeraźliwie. To ja też zacząłem krzyczeć. Nigdy nie obejrzałem tej bajki, bo nie wytrzymałbym nerwowo, wiedząc, że tam jest taka scena. Poza tym sam nigdy nie zajrzałem do tej książki. A fabułę znam z filmu, a nie z animacji.

- Filip… - westchnęła tak cicho, że miał wątpliwości, czy rzeczywiście powiedziała jego imię.

- Zosiu, jesteś tam?

- Yhm.

- Usypiasz?

- Yhy.

- Bałem się dzisiaj o ciebie.

Zosia już tego nie słyszała. Rano, kiedy się obudziła, zobaczyła na telefonie sms od niego.

 

Filip:

Rozłączyłem się, bo usnęłaś. Odpocznij trochę, teraz moja kolej na zajęcie się pracą na geografię.

 

Część szósta - tu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Struga

Z początkiem grudnia poczułam bezpieczeństwo zalążka rutyny, która wkradła się w moje małe życie. Z migawki miałam zacząć korzystać dopiero w przyszłym roku akademickim, na razie trenowałam najkrótszą trasę między dworcem a uczelnią. Jeśli się pospieszyłam, na miejscu byłam szybciej niż jadący według planu tramwaj. W godzinach szczytu to nie było jednak żadne osiągnięcie. Do śmierdzącego moczem przejścia podziemnego, dalej koło żyletkowca do Sienkiewicza, szybki skręt w ciemną Moniuszki, opary unoszące się z Irish Pubu, mdlące i duszne, ten sam niepełnosprawny żul czuwający przy niskim, zarzyganym parapecie. Zaczęłam rozpoznawać detale miejsc – codziennie te same łódzkie szarości, tym mniej nasycone, im wcześniejsza była godzina. Przez większość tygodnia właśnie była wczesna. Nauczyłam się, gdzie robić skrót między Piotrkowską a Kościuszki, a później dobiec do Andrzeja. Nie, wybiegam zbyt naprzód. Wtedy jeszcze mówiłam Struga. To odróżniało mnie ostrymi liniami od miejscowych. To b...

Dwunastka (2)

To jest druga część opowieści o Zosi i Filipie. Poprzednie znajdziesz tu .    - Zosiu, zostaniesz po zajęciach? Był początek czerwca. Geografica, pani Górna, właśnie skończyła odpytywać osoby, które poprawiały oceny na koniec roku. Zosia nie miała nic do poprawienia. Kiedy wywołała jej imię, miała wrażenie, że czuje na sobie zdegustowane spojrzenia reszty klasy. Poprawiła grzywkę, nasuwając ją na oczy. Kiwnęła głową do nauczycielki, bez odzywania się. Monika w tym czasie chowała głowę za opartą o brzeg ławki książką, w której ukrywała telefon. Pewnie pisała do Karola. Na szczęście od kilku tygodni przestała dzielić się ze wszystkimi szczegółami ich związku. Zosia pomyślała, że to pewnie przez to, że zrobiło się między nimi zbyt intymnie. Zadzwonił dzwonek na długą przerwę, wszyscy zaczęli wychodzić na korytarz, ale do klasy weszło troje uczniów z innych klas, których Zosia nie znała. Dwie dziewczyny, rudowłose bliźniaczki, i chłopak. Nauczycielka zaprosiła ich ręką, a Zosi...

Dwunastka. Nowela

Zapraszam Was serdecznie do lektury opowieści pt. Dwunastka , której główna bohaterka - licealistka Zosia ma problemy z niską samooceną. Wrażliwa dziewczyna poznaje pewnego siebie chłopaka, z którym zaczynają ją łączyć wspólne cele. Akcja noweli dzieje się w Łodzi. Dla wygody publikacji podzieliłam tekst na mniejsze fragmenty Dwunastka cz. 1 Dwunastka cz. 2  Dwunastka cz. 3 Dwunastka cz. 4 Dwunastka cz. 5 Dwunastka cz. 6 Zapraszam też, jeśli ktoś tak woli, na mój profil na wattpadzie https://www.wattpad.com/user/joannasiemiradzka